Zbyt szybki wzrost firmy może zachwiać Twoim biznesem

Zbyt szybki wzrost firmy może zachwiać Twoim biznesem – historia z życia

Przeczytasz w 4 minut

Czy wiesz, że zbyt szybki wzrost firmy może zachwiać Twoim biznesem? To poważne ryzyko, którego możesz uniknąć. Opowiem Ci historię, z którą zetknęłam się na początku mojej działalności jako doradca biznesowy.

Dawno, dawno temu… za górami, za lasami… w odległym mieście Poznaniu… żył sobie pewien przedsiębiorczy mężczyzna. Znał się doskonale na tym, co robił, miał kontakty, a do tego dużo energii, więc postanowił otworzyć firmę. Widział wokół ogrom możliwości.

Nasz bohater z ogromną werwą zabrał się do pracy. Szybko zdobył kilka pierwszych zamówień na usługi, zatrudnił kilku pracowników i zaczął działać. Wykonywał instalacje elektryczne w różnych obiektach, jako podwykonawca dużych firm budowlanych. To dawało sporo komfortu, bo robił tylko to, na czym naprawdę dobrze się znał, nie musiał interesować się resztą procesu budowlanego. Odbiorcy byli stabilni i wypłacalni. Wydawało się, że jest to biznes marzeń.

Czasem pojawiały się, co prawda, codzienne stresy. A to ktoś coś zawalił, gdzieś trzeba było nadganiać termin… A to trzeba było polawirować z terminami płatności, żeby zgrać wszystko w czasie… Zwykła krzątanina zabieganego menedżera w małej firmie.

I wtedy wydarzyło się coś, co odmieniło WSZYSTKO!

Punkt zwrotny, którego wcale się nie spodziewał.

Owszem, każdy właściciel małej firmy w skrytości marzy, że jego biznes się rozwinie… kiedyś… Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale… kiedyś.

I tutaj to „kiedyś” nastąpiło!

Szybki wzrost firmy

Był znany w branży ze swojej fachowości i solidności w wykonywaniu zleceń. Patrząc z tej strony – ta sytuacja wydawała się nieunikniona. Do jego firmy zaczęły spływać zamówienia coraz większe i coraz bardziej ambitne. Coraz więcej zamówień.

Nasz zabiegany menedżer zrobił się jeszcze bardziej zabiegany.

Oczywiście! Zatrudnił więcej ludzi, dokupił sprzęt i samochody. Wszystko co potrzebował, a na co teraz wreszcie było go stać. Zaczął realizować zlecenia w innych miastach, a że nie mógł się rozmnożyć – zatrudnił dobrych inżynierów, których zrobił kierownikami w tych odległych lokalizacjach. Mieli być jego prawymi rękami.

Skok był ogromny! W ciągu roku jego obroty skoczyły z 3 mln zł rocznie do 20 mln zł rocznie! (A w zamówieniach miał ok. 30 mln, czyli zapewnioną pracę na najbliższe 1,5 roku.)

Nic, tylko się cieszyć!

I w tej euforii i zabieganiu, ledwie zauważył, że liczba wezwań do zapłaty na jego biurku zaczęła rosnąć. Zauważył więcej dokumentów, więc zatrudnił nową osobę do administracji. Chwilowym brakiem gotówki na zapłatę zobowiązań nie przejął się zbytnio, bo przecież wiedział, że lada chwila spłynie kolejny przelew od klienta. Wtedy ureguluje wszystko. Przecież ma zamówienia na cały najbliższy rok na takie kwoty, że nie ma możliwości, żeby tego wszystkiego nie spłacił!

Chwila zawahania przyszła dopiero, kiedy hurtownia – jego główny dostawca odmówiła dalszych dostaw. A po niej – kolejna. Czuł, że powstał jakiś problem, że trzeba szybko go rozwiązać, bo to paraliżuje mu pracę. Gdzieś podświadomie przeczuwał też, że jego firmie, po tym okresie szybkiego wzrostu przydałoby się trochę uporządkowania. Trochę kontroli, szczególnie w obszarze finansów, które najwyraźniej trzeszczały.

Próby szybkiego rozwiązania problemu

Zaczął szukać dyrektora finansowego, żeby ogarnął to wszystko.

To zdarzyło się kilka lat temu.

Dlaczego opowiadam Ci tę historię starą jak świat? Z kilku powodów.

Po pierwsze dlatego, że zadziwiające jest, jak, pomimo, że historia jest stara i znana, tylu menedżerów nadal ją powtarza. W ostatnich tygodniach znowu trafił do mnie jeden z bohaterów podobnej historii.

Po drugie – zaszło tutaj bardzo ciekawe zjawisko, które usilnie blokuje nasz rozwój – mój i Twój – niemal codziennie. Warto je zaobserwować, bo dopiero, kiedy zdasz sobie z niego sprawę, zdołasz przezwyciężyć tę przeszkodę.

Stajesz w obliczu problemu, który odpychałeś od siebie dosyć długo, a który nabrzmiał już tak, że nieuchronnie musisz coś z nim zrobić!

Większość z nas zaczyna próby rozwiązania problemu na poziomie, na którym ten problem powstał i sposobami, które zna.

Nasz bohater – na problemy z finansami postanowił ZATRUDNIĆ kolejną osobę, która problem rozwiąże za niego. Oczywiście taka próba jest z góry skazana na porażkę. To jak przyklejanie plastra na wrzód.

I zadziwiające jest, jak często sami sobie wmawiamy, że taki plaster pomoże!

Jedyne, co pomoże, to odnalezienie prawdziwej przyczyny i praca z nią. I, najczęściej, nie jest to szybka i łatwa praca, niestety…

Pozytywne? zakończenie

Wreszcie, po trzecie, opowiedziałam Ci tę historię, bo mimo wszystko ma pozytywne zakończenie!!!

Muszę Cię jednak zmartwić. Pozytywne zakończenie tej historii NIE OZNACZA, że jej bohater znalazł fantastycznego dyrektora finansowego, który swoją magiczną różdżką sprawił, że wierzyciele przestali dzwonić, pojawiła się gotówka na koncie, firma stała się świetnie zorganizowana i rentowna, a pracownicy lojalni i uczciwi. Niestety…

Zbyt szybki wzrost firmy może zachwiać Twoim biznesemMuszę to przyznać z żalem, bo ja byłam tym dyrektorem finansowym i wolałabym tutaj opowiedzieć Ci, że takie cuda są możliwe. Ale nie są!

Takie „cuda” można sprawić, ale one wymagają czasu, a ten przedsiębiorca czasu już nie miał. Bo sam go sobie zabrał, zbyt późno stawiając czoła prawdziwym wyzwaniom. Muszę przyznać, że ja też bardzo dużo nauczyłam się na tej historii.

Jej główny bohater przeszedł bardzo bolesną lekcję. Firma zbankrutowała, a on został z monstrualnymi długami walcząc z rozsierdzonymi wierzycielami, sądami i windykatorami. Nie było łatwo.

Dzisiaj, po wielu latach, nadal działa w tej samej branży. Z pomocą bliskich zbudował nową firmę, wyciągnął wnioski z błędów, rozwija ją już zupełnie inaczej. Nie podpisuje nierentownych kontraktów, nauczył się prawdziwie delegować zadania, kontrolując wyniki, wydaje tylko tyle, ile naprawdę zarobił. Działa dużo ostrożniej, rozważniej. Jego nowe przedsiębiorstwo rośnie, ale dużo spokojniej, w kontrolowany sposób.

Mimo bolesnych doświadczeń, zdobył doświadczenie, które jest bezcenne. Wie, jakich błędów nie wolno popełniać. Wie, że pozorny „rozwój”, którym jest wzrost zamówień, bywa bardzo zwodniczy. Dopiero zmiana jakościowa w zarządzającym i w jego firmie jest prawdziwym rozwojem!

Lekcja jak przygotować szybki wzrost firmy, aby był bezpieczny

Lekcja, którą wyciągnęłam dla siebie z tej historii, to szacunek dla czasu, jaki jest niezbędny dla jakiegokolwiek rozwoju. Nie ma możliwości „uzdrowienia biznesu” szybko, bezboleśnie i bez udziału zarządzającego tym biznesem. To MUSI być wspólna praca i wspólny rozwój. I taka praca wymaga czasu.

Wtedy, kiedy nagle lawinowo zaczyna rosnąć ilość zamówień, często jest już za późno na korygowanie organizacji i procesów. Wtedy nie ma czasu na analizowanie i korygowanie modelu finansowego. Czy poprawę kondycji finansowej i struktury finansowania. Ani sposobów zarządzania. Wtedy jest czas, kiedy Twoje przedsiębiorstwo musi już być GOTOWE na tak szybki wzrost skali. Szybki wzrost firmy to ogromna szansa na rozwój, ale też spore zagrożenie, jeśli nie jesteś gotowy.

A Twoja firma? Czy jest gotowa na wzrost i rozwój? Czy działa na tyle sprawnie, że skutecznie obsłuży dwa razy większą sprzedaż?

Jeżeli masz wątpliwości, to daj znać. Razem możemy to sprawdzić. Lepiej wcześnie sprawdzić, jak Twoja firma jest przygotowana na szybki wzrost niż później podejmować gorączkowe działania, które mają małe szanse powodzenia. Możemy przejrzeć kondycję Twojej firmy w czasie jednorazowej konsultacji lub umówić się na dłuższe i bardziej kompleksowe doradztwo i mentoring.

 

Fot.: © Konstantin Yuganov / Fotolia

Twoi znajomi też powinni to przeczytać? Śmiało, daj im znać!
Posted in Organizacja i zarządzanie, Strategia i rozwój, Zarządzanie finansami and tagged , .